Recent Posts

środa, 14 stycznia 2015

Szpetne okładki Sagi o Ludziach Lodu

Nie, nie mówię o tych okładkach

Saga o Ludziach Lodu to harlekin, tyle, że w otoczce historycznej. Wątek romansowy, w każdym tomie inny, zazwyczaj przyprawia o krwiste wypieki: niewinne dziewice kontra wielkie fallusy, mroczne femme fatale oplatające słodkich chłopców, posępni rycerze roznamiętniani przez gorące kochanki. Nierozwiązany wątek klątwy ciążącej nad rodem przykuwa naszą uwagę na dłużej i wprowadza klimat gotyckiej powieści grozy. Oprócz tego, Saga przerabia różne warianty problemów natury charakterologicznej bądź seksualnej, tak więc teoretycznie każda czytelniczka powinna odnaleźć siebie w którejś z protagonistek. Pomijając wstydliwą przyjemność obcowania z tego typu literaturą, największą wartość mają, według mnie, legendy pochodzące z różnych zakątków Europy (a nawet Azji), które Margit Sandemo wplata w treść. Najlepsze są te tomy, które w całości bazują na jakiejś lokalnej opowieści (np "Skrzydła kruka").
Trochę głupio przyznawać się w towarzystwie, że się lubi Sagę. Nie wypada by nas ktoś z taką lekturą zobaczył, bo mógłby wysnuć zbyt daleko idące wnioski o naszym intelekcie. Kicz, a właściwie bardziej kamp. W tym duchu utrzymane są też okładki pierwszego polskiego wydania z początku lat dziewięćdziesiątych.

 Starsze wydanie Sagi

Mam trochę wątpliwości, czy tak wyglądała XVIII-wieczna para...

Mój faworyt, jeśli chodzi o wymyślne tytuły...
Okładki starszego wydania pochwalam, gdyż:
  • Widać, że osoba projektująca przeczytała książkę - obrazki nawiązują do treści, choć można mieć zastrzeżenia do stylówki bohaterów, rodem z lat siedemdziesiątych.
  • Jakiś artysta z prawdziwego zdarzenia się przy tym napracował, widać że to porządne, ręcznie wykonane ilustracje.
  • Te okładki kolportowane były również w Skandynawii, co pozwala przypuszczać, że zostały zaakceptowane przez autorkę serii. 
Źródło


Nowsze wydanie Sagi

 
Według mnie, niewypał...

Dlaczego zatem nowsze (pochodzące sprzed kilku lat) wydanie zostało zrobione w formie takiej KUPY? Zastrzeżenia mam do tego, że:
  • Widać, że obrazki to grafika komputerowa, poskładana z niepasujących do siebie elementów, dziwnie podrasowana w photoshopie. 
  • Obwoluta wokół zdjęcia miała zapewne ujednolicić serię, ale jak dla mnie, te oczojebne barwy nijak nie pasują do klimatu powieści i gaszą ilustracje (i może i dobrze). W tym momencie grafiki mogłyby przedstawiać naprawdę cokolwiek, a i tak nikt by nie zauważył różnicy, bo rozpoznajemy dany tytuł serii po kolorze.
  • To, co znajduje się na tych tragicznych ilustracjach w żaden sposób nie pasuje do treści książek.
Nie wiem jakie są praktyki w wydawnictwach, bo nigdy zlecenia na projekt okładki nie miałam, ale z tego czego mnie uczono w szkole, pamiętam, że aby projektować ilustracje do jakiegoś tekstu, należałoby się najpierw z tym tekstem zapoznać. Inaczej projekt nie ma sensu. Można sobie wstawić jakiekolwiek ogólnikowe zdjęcie krajobrazu, czy ludzi. Przykład choćby powyżej - okładka "Miasta Strachu" to jakiś północny widoczek, przecież akcja toczy się na północy Europy. A "Demon i panna" - mamy brzydkiego gościa i ładną babkę z cycem na pierwszym planie...  To takie oczywiste...
Przecież ta literatura to nie jest Ulisses, czy inny ciężki do przetrawienia intelektualny głaz, lecz lekko, łatwo i szybko przyswajalne romansidła. Dlaczego autor ilustracji nie zrobił minimalnego wysiłku i, przed rozpoczęciem pracy, nie przeczytał Sagi, choćby w kiblu, czy w kolejce do lekarza? Czyżby bał się że mu taka chick-lit zmiażdży zwoje mózgowe? Mi ryją beret te grafiki.

Mój faworyt, jeśli chodzi o niezgodność opakowania z zawartością

Przysięgam, ta dziwnie ubrana babka z "Demona nocy" ma tyle wspólnego z treścią, że główna bohaterka rzeczywiście jest kobietą, a jedyny sensowny element w tle to wijący się demoni ogon, który odgrywał pewną rolę w rozwoju romansu. Skąd mury i ogród? Nie wiem. Czemu laskę ubrali w jaskrawy, pseudoludowy kubraczek i wypchnęli jej gorsetem wysolarowane atrybuty (przypominam, że akcja toczy się na przełomie XIX i XX wieku, a bohaterką NIE jest prostytutka!)? Naprawdę nie wiem. Może logo w dolnej części okładki jest jakimś wytłumaczeniem...

Dobra, nie powinnam tak kwękać. Ktoś się przy tym ciężko napracował. Ja przypuszczalnie nawet tego bym nie potrafiła zrobić. A że Saga o Ludziach Lodu to nie literatura najwyższych lotów, więc może nie ma sensu robić wielkiego rabanu... 
Ale, tak jak zgrzytam zębami, gdy widzę bohaterów ekranizacji, nie pasujących wizualnie do opisów z powieści (Zamachowski jako Jaskier, Keira Knightley, jako Anna Karenina), to jeszcze bardziej zęby mnie bolą, gdy widzę takie słabe, niezwiązane z treścią książki obwoluty.

3 komentarze:

Daria Filipowicz pisze...

Tak, tak, tak, zgadzam się z każdym słowem. Wydanie "faktowe" z 2007 to czysta porażka, oryginalne miały klimat. Bardzo ciekawie prezentują się okładki nielegalnego wydania rosyjskiego. Ciekawostką jest to, że Fakt zaczął w tym tygodniu wydawać SoLL od nowa, z nowymi (twardymi!) okładkami. "Zauroczenie" przypomina oryginalną wersję, dlatego zwróciłam na nie uwagę. Całość prezentuje się nawet ładnie ładnie, zobaczymy, co będzie z następnymi tomami. Gorzej od wersji z 2007 roku nie będzie...

Lien Smoczyca pisze...

"Ktoś się przy tym ciężko napracował" - Mi to wygląda raczej na robotę jakiegoś gościa, który za flaszkę wyprodukował 47 okładek w jeden wieczór i to jeszcze używając Painta... Najgorsza jest chyba okładka "Grzechu śmiertelnego" - armata poskładana z czterech różnych elementów, pobranych z różnych obrazków (koła błyszczące i gładziutkie, a lufa to pikseloza najgorszego gatunku)

Bogusia Woźniel pisze...

W tej nowszej "sadze..." okładka "demona nocy" dziewczyna wygląda jak starszy Czerwony kapturek. Na "zauroczeniu" to chyba widzę Jennifer Lopez O_O a w "dziedzictwie zła" to taki brzydszy Johnny Depp. Ogólnie żenada trochę, ale co kto woli.
Mnie się tam podobają te pierwsze okładki - jakiś taki swój klimat miały.
Swoją drogą nie wiedziałam, że Saga o Ludziach Lodu to harlekin :)

Prześlij komentarz