Recent Posts

piątek, 8 lipca 2016

Keszowanie w miejscach turystycznych



Dla mnie, jako producentki klocusiów, ważna jest reakcja ze strony odbiorców, czyli innych geokeszerów, na płaszczyźnie wymiany fantów. Wydaje się zatem, że skrzynka usytuowana w miejscu obficie uczęszczanym może rozpalić mię do białości. TAKA szansa, że obrazek będzie wyciągnięty w ciągu zaledwie kilku dni... Może i tak się stanie, ale ja się o tym nie dowiem. Niestety, doświadczenie wykazało, że raczej nie należy spodziewać się odzewu. 


Co rozumiem przez  geokeszerskie miejsce turystyczne? W moim pojęciu, jest to teren, przez który w sezonie przewalają się tłumy zwiedzających, a skrzynka może mieć kilka do kilkunastu zaliczeń w miesiącu. Często jest odwiedzana "taśmowo", w szeregu innych keszy w ramach jednej wycieczki. Nierzadko w towarzystwie mugoli. Przykłady: Dolina Chochołowska, Zamek ChojnikPark Zdrojowy w Cieplicach itp. Z mojego puntu widzenia, keszowanie w takich miejscach ma więcej minusów, aniżeli zalet.

Na początku zabawy w geocaching, nie zostawiałam przy fancie prośby o informację o wyciągnięciu obrazka (tak jak robię teraz), bo w ogóle nie przyszło mi do głowy, że to potrzebne. Wówczas nikt nie fatygował się by pisać w logu co IN a co OUT. Byłam tym rozczarowana, ale rychło pojęłam, że realna geocachingowa etykieta nie zawsze równa się tej z szumnych opisów regulaminu. Często keszerzy odwiedzają tak znaczną ilość skrzynek podczas jednej wyprawy, że myli im się gdzie i na co dokonują wymiany ("wymiana" to i tak założenie optymistyczne). Z własnego doświadczenia już wiem, że ciężko spamiętać wszystkie widziane po drodze drobiazgi (ta panika, gdy zapomniałam, gdzie wpuściłam geokrety... ). W każdym razie, moje błagalne pisemne prośby, dołączane do klocusiów, zaowocowały uzyskaniem informacji zwrotnej o losie części prac.

W skrzynkach "turystycznych" opisany wyżej proces masowego zaliczania zachodzi na szerszą skalę. Keszer bawiący na dłuższym urlopie, może przecież dokonać wpisów zbiorczo, po powrocie do domu, gdy już dosięgnie go atak amnezji. Niektórzy nawet nie patyczkują się, by wyprodukować spersonalizowany komentarz dla skrzynki, tylko wklejają do wszystkich odwiedzonych keszy skopiowany tekst, opisujący całą wyprawę. W tej sytuacji trudno oczekiwać, że ktoś nawiąże kontakt, nie mówiąc już o tym, że zapamięta skąd wziął obrazek.

Do tego, na szlaku turystycznym zaliczanie skrzynek odbywa się częściej (niż zwykle) w towarzystwie mugoli. Zaciekawieni towarzysze geokeszerki/geokeszera pytają "A co to?", "A na co to?", "Ojej, jakie fajne", "A skąd to masz, a gdzie to chowasz?" itp. Raczej nie ma ryzyka, że tacy mugole "spalą", bądź zniszczą skrytkę (po pierwsze - po co, po drugie, przypuszczalnie odwiedzą to miejsce tylko raz w życiu) niemniej jednak, w ich towarzystwie keszer może doświadczyć większego niż zwykle chaosu. Nie sprzyja to skupieniu i zapamiętaniu skąd co. Przypadkowi współkeszerzy potrafią też, nie kumając idei wymiany, wziąć sobie co im się żywnie podoba ze skrzynki, bo skoro można, to dlaczego nie? Natomiast tłum zupełnie przypadkowych ludzi kłębiących się w pobliżu miejsca ukrycia, jak np. na Przełęczy pod Śnieżką, oznacza większe, mimo wszystko, ryzyko dekonspiracji i zniszczenia kesza. 

Główny efekt obserwacji losu klocusiów w serwisie OC w przypadku keszy położonych w miejscach turystycznych, to zapchanie mojej skrzynki mailowej automatycznie przesyłanymi powiadomieniami o odnalezieniach (ale o klocusiach najczęściej cicho sza). Zazwyczaj log o bogatej treści: "Fajna miejscówka. TFTC!" (przyznaję, ja też czasem mam tak fantazyjne wpisy).

Morał z moich rozmyślań jest taki, że abym czuła się usatysfakcjonowana przepływem informacji i częstotliwością wyciągania prac, to muszę wrzucać obrazki do skrzynek optymalnie popularnych. Nie tych oblężonych, nad Morskim Okiem, ani też położonych na ostatecznym krańcu świata (choć lubię zadupia), gdzie obrazek prędzej zgnije, niż zostanie odnaleziony. Do średniaków, do których należą według mnie skrzynki miejskie-parkowe oraz te położone w okolicach większego miasta (dajmy na to, Poznania), do których jeździ się na wycieczki weekendowe. Ponieważ ostatnio częściej zdarza mi się odbywać spacery po rodzinnym mieście (nie będącym stolicą turystyki, ani największym miastem w Polsce), więc może powinnam bardziej skierować swoje zainteresowania na kesze tutejsze, zamiast tak jeździć, cudować i wybrzydzać, tej?

0 komentarze:

Publikowanie komentarza